Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Cyckami w patriarchat, czyli największe wtopy zacietrzewionych feministek

86 290  
227   129  
Naindyczone feministki to zawsze dobry temat do obśmiewania. Im więcej w tych paniach gniewu i chęci „uwolnienia się spod męskiego jarzma”, tym bardziej idiotyczne są ich postulaty i związane z nimi happeningi. Najbardziej jednak bawi (ale i trochę przeraża) fakt, że iście montypythonowskie, feministyczne absurdy, z których my szczerze się śmiejemy, one same traktują naprawdę bardzo poważnie…


Slutwalks w odpowiedzi na slut-shaming

„...bo kiedy facet bzyka się z niezliczoną ilością kobiet, to jest uznawany za wytrawnego podrywacza, a gdy to dziewczyna puszcza się po krzakach, to od razu wszyscy sądzą, że jest dziwką!” - to taki podwójny standard, który bardzo boli feministki. Ukuły one nawet takie słówko - „slut-shaming”. Chodzi o szeroko pojęte społeczne nastygmatyzowanie rozwiązłych pań. I tu się zgadzamy – po pierwsze nikogo nie powinno obchodzić, kto z kim i gdzie się bzyka, a po drugie – puszczalskie panie są nam bardzo potrzebne. Wielu facetów też przecież lubi niezobowiązujący seks. Jest popyt, jest podaż, koniec tematu.



Idiotyzmem jest jednak organizowanie przez amerykańskie ugrupowania feministyczne przemarszów tysięcy kobiet ubranych w stroje rozpasanych lachosiorbaczy. To tzw. slutwalks, czyli dość rewolucyjny sposób na walkę z falą gwałtów, którymi ofiarami padają niewiasty wyzywająco ubrane, liczące na „szybki numerek”...

Sikanie w spodnie na znak równości

Co ma nietrzymanie moczu do walki o równość płci? Tego nie wie nikt. Nawet ekipa śmieszków z 4chana, która uknuła ten wymierzony w feministki spisek. Za ich sprawą ruszyła, opatrzona hasztagiem #pissforequality, kampania nakłaniająca kobiety do sikania w spodnie i udostępniania w Internecie zdjęć swojej ufajdanej garderoby. Mimo że już sama idea brzmiała co najmniej kretyńsko, to wiele pań dało się na to nabrać i faktycznie sieć została zalana (!) fotkami mokrych tyłków.



„Wolne krwawienie” jako odpowiedź na podatek od tamponów

To jeszcze zostańmy przy akcjach 4chana, aby przywołać numer, który został przez związanych z tym serwisem internautów wykręcony w 2014 roku. W eter poszła wówczas fałszywa informacja, jakoby brytyjskie władze planowały wprowadzenie wysokiego podatku od tamponów. W sieci wybuchła wrzawa, która eskalowała z godziny na godzinę, a dziesiątki tysięcy rozjuszonych kobiet lajkowały wpisy swoich feministycznych idolek, które zachęcały do protestowania przeciw decyzji polityków. Oczywiście protest nie miał polegać na standardowym darciu japy i machaniu łapami, ale na… paradowaniu po ulicach Londynu w białych spodniach przesiąkniętych menstruacyjną krwią.



Na szczęście tylko mała grupka pań spotkała się przed brytyjskim parlamentem, aby dać wyraz swojej dezaprobaty dla pomysłu podnoszenia cen tamponów. O akcji zrobiło się jeszcze głośniej, gdy feministyczna aktywistka Kiran Ghandi podczas miesiączki wzięła udział w londyńskim maratonie i na znak wsparcia dla akcji „free-bleeding” nie założyła podpaski…

Darmowe aborcje dla ofiar huraganu

Nie, to już nie akcja internetowych trolli, chociaż już sam postulat brzmi jak niesmaczny żart jakiegoś sieciowego dowcipnisia. Gdy w 2017 roku mieszkańcy Teksasu desperacko walczyli z niszczącym ich domy huraganem, znana i szanowana w pewnych kręgach feministka, Verónica Bayetti Flores, postanowiła rozpocząć zbiórkę pieniędzy na aborcje dla dotkniętych kataklizmem kobiet. Bo przecież usuniecie ciąży to pierwsza rzecz, o jakiej marzy każda ofiara naturalnej katastrofy – to logiczne.



Byk jako symbol męskiego ucisku

W 1987 roku artysta Arturo di Modica zaprojektował okazałą rzeźbę rozjuszonego byka, który później został odlany z brązu i postawiony koło budynku nowojorskiej giełdy. Wielki zwierz szybko stał się jednym z symboli miasta. Sam Arturo chciał, aby potężny byk kojarzył się z Ameryką – w jego opinii państwem silnym i odważnym.
W 2017 roku pewna feministyczna artystka, po długich rozmyślaniach, zobaczyła w rzeźbie symbol męskiego ciemiężenia "słabszej płci", więc wpadła na pomysł postawienia przed rozjuszonym bykiem małej dziewczynki, również wykonanej z brązu, która bez strachu patrzy w oczy bestii.



Wielu nowojorczyków uznało taki zabieg za bezczelną nadinterpretację słynnego miejskiego symbolu. Najbardziej zaś przykro było samemu di Modicy, który poczuł się dotknięty sprowadzeniem jego dzieła do roli feministycznych manifestacji.

Aborcja Matki Boskiej

Jeszcze dalej posunęły się feministki z Argentyny, które stanowczo pragnęły zaprotestować przeciw patriarchatowi i „przymusowemu heteroseksualizmowi”, a jednocześnie promować szerszy dostęp do aborcji. W swoim zorganizowanym przed katedrą artystycznym happeningu wykonały „zabieg skrobanki” na przebranej za Matkę Boską dziewczynie. Za rekwizyty posłużyło parę litrów sztucznej krwi, trochę flaków i lalka mająca być martwym płodem Jezusa.
Tu już nawet nie chodzi o jakąś tam obrazę uczuć religijnych, ale o zwykłe przekroczenie granic dobrego smaku.



Obama to seksistowska świnia!

Jeśli chcesz komuś powiedzieć sympatyczny komplement, to warto bardzo dokładnie to przemyśleć. Okazuje się, że za rzucenie parę miłych słów na temat czyjejś urody można skazać się na atak zastępów rozjuszonych pań.
W 2013 roku Barack Obama podczas publicznego wystąpienia postanowił wyrazić swój szacunek dla pani prokurator generalnej Kalifornii – Kamalii Harris. Po serii pochwał na temat jej zawodowego poświęcenia, były prezydent USA nie omieszkał też skomplementować jej walorów fizycznych, co skończyło się głosem oburzenia ze strony amerykańskich organizacji feministycznych.



Co takiego powiedziała głowa państwa? „Fajna dupa. Brałbym”? A może „Tak ci sakwę przetrzepię, że nawet grosik nie zostanie!”? Nie, Obama rzekł po prostu, że pani Harris „jest zdecydowanie najładniejszą panią prokurator”.
W następstwie tego szalenie obraźliwego szowinistycznego tekstu rozpętała się tak wielka afera, że prezydent musiał osobiście Kamalię przeprosić za swój „wybryk”.

Owłosione pachy Wonder Woman

Wonder Woman to zadbana, seksowna kobieta, która w przerwach od walki z wszelkiej maści plugastwem dba o swój nieskazitelny wygląd. Myje zęby, czesze grzywę, nakłada makijaż, depiluje nogi, goli pachy. Cóż, najwyraźniej prawdziwa super-heroina powinna jednak zrezygnować z tych czynności. Tak w każdym razie uznały feministki, które po zobaczeniu zwiastuna do „Wonder Woman” zwróciły szczególną uwagę na ujęcia, w których grająca główną bohaterkę Gal Gadot podnosi ręce i odsłania swoje gładko ogolone pachy.
Coś, co w normalnym świecie mogłoby zostać uznane za co najwyżej głupi żart, szybko urosło do miana prawdziwego problemu, który mógłby zaszkodzić promocji filmu. Zaciągnięto więc ekipę specjalistów od cyfrowej magii i kazano im rzucić na pachę walecznej kobiety odpowiedni cień, który wskazywałby, że dzielna Wonder Woman nosi tam trzydniowy zarost.



Feministki doceniły ten gest. W każdym razie – niektóre, bo wiele z nich zajętych było wówczas krytykowaniem aktorki za jej „zbyt dużą chudość”, która to miała być jawną obrazą dla pań z nadwagą...

Źródła: 1, 2, 3, 4

Oglądany: 86290x | Komentarzy: 129 | Okejek: 227 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało