Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Krótka historia budowlańca, który szybko awansował i dzieciaka, który ma przechlapane u ojca

63 605  
353   21  
Wydawałoby się, że praca robotnika budowlanego jest raczej monotonna i nieciekawa. Jednak bywają wyjątki, takie jak sytuacja, która spotkała Kevina, który w ciągu kilkunastu minut ze speca od robót wykończeniowych został detektywem i... a to już przeczytajcie niżej.


Pojawiłem się w domu, w którym pracuję i na podjeździe stały cztery samochody. Właściciele są w Europie do marca. Wspaniale. Zadzwoniłem na policję i użyłem swojego klucza do drzwi kuchennych, bo tam właśnie pracowałem. W środku na kanapach rozwalonych sześcioro nastolatków bez kontaktu z rzeczywistością.

Odpaliłem kompresor (głośny jak cholera) i się obudzili, nadal podpici, ale świadomi i strasznie wkurwieni. Jeden z gówniarzy zaczyna się na mnie drzeć, że mam to wyłączyć.



- Synu, policja jest w drodze, zbierajcie swoje śmieci i wypadajcie. Już zrobiłem zdjęcia ciebie i twoich kumpli - teraz małolat się wściekł.
- To nielegalne! - stwierdził rozczochrany nastolatek.
- Tak samo jak włamanie.
- To dom moich rodziców - wykrzykuje. "Oho, robi się interesująco".

Zamknąłem swoje narzędzia w skrzyni i wyszedłem na zewnątrz, żeby zadzwonić do jego ojca. Klient odbiera, ale nie jest zbyt szczęśliwy.
- Mówiłem, że możesz do mnie dzwonić tylko w nagłych przypadkach. Wszystko omówiliśmy i...
- Przepraszam, ale w pana domu zastałem pół tuzina napitych nastolatków.
- Słucham?
- Jeden z nich mówi, że jest pana synem.

Teraz ze słuchawki wylał się cały potok przekleństw, niektóre z nich spowodowałyby, że niejeden marynarz by się zarumienił. Klient się WKURWIŁ.
- Daj mi tego małego martwego skurwysyna do telefonu!
Klient nie zauważył ironii w nazywaniu swojego potomstwa skurwysynem, ale jestem profesjonalistą, więc nie zareagowałem.

Wróciłem do środka, dzieciaki próbują ogarnąć zniszczenia, których dokonały zeszłej nocy.
- Ej! Młody! Tata jest przy telefonie. Wkurzony - to może być niedomówienie roku, ale w końcu jest styczeń.

Pojawiła się policja, jako że to ja ich wzywałem, poszedłem z nimi pogadać. Spotkałem się z roboczą stroną czterdziestkipiątki wskazującą w moim kierunku.
- Ręce! Pokaż ręce!
OK...

Jedną zmianę bielizny później porozumieliśmy się z gliniarzem, że to ja jestem tym, który go wezwał, a sprawcy są w środku. Właściwie "sprawcy", bo chyba dzieciak tam mieszka?
Przyjeżdża wsparcie, ja nie wchodzę im w drogę. To jest zamożna dzielnica nad jeziorem, takie akcje tu się nie zdarzają. Klient nadal jest na (domowym) telefonie z synem, który (jak się właśnie dowiedziałem) nie może tu przebywać. O!

Ojciec zdecydował się wnieść oskarżenie i dzieciaki zostają wywiezione radiowozami. Dzwoni moja komórka - klient. Zastanawiam się, czy nie wyrzucić jej do jeziora i nigdy więcej nie przyjmować tutaj zlecenia, ale co tam, co gorszego może się zdarzyć?
Klient jest wściekły. Chce zdjęcia zniszczeń. Ej, koleś, zatrudniłeś mnie do prac wykończeniowych w kuchni, nie żebym zwalczał przestępczość. Moje ubezpieczenie nie obejmuje tego gówna, a ja nie mam zamiaru pojawić się w wieczornych wiadomościach.
Grzecznie wyjaśniam, że tego nie obejmowała umowa, a klient na chwilę się uspokaja i składa mi ofertę jak z Ojca Chrzestnego - zapłaci mi więcej niż dwukrotność naszej umowy. OK, wygląda na to, że zostałem detektywem.

Zrobiłem kilka zdjęć i mu wysłałem - rozbite butelki, jakieś niezidentyfikowane plamy na meblach, opróżniona gablotka z alkoholami, standardowa rozpierducha w wykonaniu młodzieży. Klient oddzwania i pyta, ile będzie kosztowała naprawa tego wszystkiego. Ponad tę ustaloną podwyżkę. Eeee, OK.

Wymyślam jakąś astronomiczną sumę i podaję nazwę i numer do firmy sprzątającej, z którą współpracuję.
- Nie, nie ufam tym skurwiałym jebańcom. Ile chcesz za to, żebyś sam to zrobił?
Stary, ja nie sprzątam nawet u siebie w domu.

Gliny wróciły i mówią, że dom jest miejscem popełnienia przestępstwa. Ja ciągle jestem na telefonie z klientem.
- Ale właściciel chciałby, abym skończył pracę i naprawił zniszczenia...
Gliniarz prosi o rozmowę z klientem, oddaję mu telefon. Rozmawiają. Pada dużo kurew i chujów.
Pieniądze chyba faktycznie mogą kupić wszystko, bo to już nie jest miejsce popełnienia przestępstwa. Policjanci nie mówią nic poza "przepraszam, że wyciągnąłem na ciebie broń". Ej, spoko, nie ma sprawy, uwielbiam, kiedy ktoś do mnie celuje z broni.

Policjanci odjeżdżają, klient oddzwania. Już się uspokoił.
- Przykro mi, że musiałeś to oglądać - wyjaśnia, że jego syn jest uzależniony i całą historię życia. Dzięki, koleś, mogę się teraz zająć podłogą?
Firma od zakładania alarmów ma się pojawić za 2 godziny i coś zainstalować, zgadnijcie kto został "kierownikiem prac" na posiadłości? Zgadnijcie kto nie chciał mieć nic wspólnego z tym bałaganem? Taaaa...

Nie jestem bogaty, więc nie wiem jak działają sprawy bogatych ludzi. Chwilę później zadzwonił do mnie jego adwokat i chce moje dane do upoważnienia na dom. Co? Nie ma mowy.
- To da panu prawo do podejmowania decyzji odnośnie posiadłości pod nieobecność właściciela.
Tak, wiem, co to jest upoważnienie, nie chcę takiej odpowiedzialności. Prawnik wzdycha i pyta, ile to będzie kosztowało. Czy te skurwiele naprawdę myślą, że WSZYSTKO można kupić?




Kevin z córką

Odpowiedź brzmi "tak, mogą". Ustaliliśmy warunki. Jest jebana jedenasta trzydzieści rano, a ja się postarzałem o sześć lat. Aha, ktoś ma ochotę na imprezę w zajebistym domu nad jeziorem? Mam upoważnienie do 11 lutego.

A jak wam minął ranek?

Oglądany: 63605x | Komentarzy: 21 | Okejek: 353 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało